|
|
|
|
Jak doszło do wypadku na budowie Stadionu Narodowego? Nieprawidłowe zawieszenie kosza transportowego przez jedną z ofiar było główną przyczyną wypadku śmiertelnego, do którego doszło 1 grudnia ub.r. na budowie Stadionu Narodowego w Warszawie. O ustaleniach zespołu specjalistów Państwowej Inspekcji Pracy powołanego do zbadania okoliczności i przyczyn tego zdarzenia poinformowano dziennikarzy 19 stycznia br. w siedzibie Głównego Inspektoratu Pracy. Przypomnijmy: jest słoneczny, grudniowy dzień, na płycie wznoszonego w stolicy Stadionu Narodowego robotnicy jednej z blisko 100 zaangażowanych tu firm montują lampy oświetleniowe na górnej krawędzi betonowej klatki schodowej. Po założeniu lampy na południowej stronie klatki, w trakcie przemieszczania się na drugą ścianę, kosz transportowy z 2 elektromonterami nagle odczepia się i spada z wysokości 18 m. Jeden pracownik ginie na miejscu; drugi, ciężko ranny, umiera po kilku godzinach w szpitalu. To pierwsze ofiary śmiertelne na inwestycjach EURO 2012. - Ten wypadek jest przykładem, do czego może doprowadzić lekkomyślność i lekceważenie przepisów bhp przez pracowników oraz zaniedbania osób organizujących i nadzorujących pracę – powiedział podczas spotkania z dziennikarzami Tadeusz Jan Zając, główny inspektor pracy. Z kolei Wiesław Bakalarz, ekspert w GIP, kierujący pracami zespołu badającego okoliczności i przyczyny wypadku, zwrócił uwagę na bardzo rozbudowany na tej inwestycji nadzór budowlany i zwiększoną liczebność służb bhp, co nie zapobiegło jednak tragedii. Nie po raz pierwszy - jak zauważył - ilość nie przeszła w jakość. - Główną przyczyną było niewłaściwe zapięcie haka żurawia – powiedział Wiesław Bakalarz. - Ustaliliśmy, że oko zaczepowe od elementu nośnego kosza miało mniejszą średnicę niż szerokość gardzieli haka żurawia. Stąd podjęto decyzję o użyciu zawiesia 4-cięgnowego jako dodatkowego elementu nośnego. To pierwszy błąd. Dalej – zawiesie miało niesprawne 2 zatrzaski haków użytych do zapięcia. W efekcie kosz transportowy z pracownikami wysprzęglił się. Do wypadku mogło dojść już wcześniej, albowiem ten sam zestaw urządzeń był używany na budowie od października, czyli na dwa miesiące przed wypadkiem! Zarówno żuraw jak i kosz nie zostały zgłoszone do dozoru technicznego, a więc pracowały bez dopuszczenia! Operator nie miał zatem prawa pracować na żurawiu. Instrukcja eksploatacji kosza w określonych warunkach budowy powinna być uzgodniona z dozorem technicznym – nie zrobiono tego, co zapoczątkowało łańcuch kolejnych nieprawidłowości. Pracownicy firmy montującej lampy nie byli upoważnieni do obsługi zawiesia żurawia; operator maszyny nie współpracował tego dnia z hakowym, który jest odpowiedzialny za sposób przenoszenia przedmiotów przy użyciu żurawia. Jeden z pracowników wziął na siebie obowiązki hakowego, zaczepił kosz tak, jak umiał, podjęto pracę. Pracownicy nie mieli badań dopuszczających do pracy na wysokości, a przede wszystkim - co zdaniem inspektorów pracy badających okoliczności zdarzenia było szczególnie naganne - pozostawiono ludzi bez nadzoru. Jak poinformował Waldemar Spólnicki, koordynator PIP ds. EURO 2012 i zarazem członek zespołu badającego wypadek, ponieważ konstrukcja kosza użytego na budowie stadionu nie przewiduje zabezpieczenia pracowników na wypadek uwolnienia bądź zerwania elementu nośnego kosza, podjęto działania legislacyjne w celu wprowadzenia szczegółowych przepisów bhp przy eksploatacji tego typu urządzeń. Wstrzymano roboty transportowe przy użyciu takich koszy na inwestycjach EURO i nakazano zastąpić je innymi bezpiecznymi metodami. Ponadto polecono przeprowadzić kontrole u producentów koszy transportowych.
Inspektorzy pracy zawiadomili prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, skierowali do sądów grodzkich 3 wnioski o ukaranie za popełnione wykroczenia. 10 osób ukarali mandatami karnymi, a w stosunku do 4 osób wystąpili z wnioskami o wyciągnięcie konsekwencji służbowych przez pracodawców. - Na powstającym stadionie już widać zarysy podwalin pod budowę konstrukcji stalowych, a więc rozpoczyna się drugi, bardzo niebezpieczny etap robót: prace na wysokości – stwierdził szef PIP Tadeusz J. Zając. - Będziemy jako urząd niezwykle starannie badać nie tylko stosowane na tym etapie inwestycji procedury, ale także niespodziewanie kontrolować, jak one są przestrzegane.
- Mam żal do nadzoru. Jeśli ktoś spostrzegł, że gardziel haka i zawiesie nie pasują do siebie, nie powinien tych koszy używać. Sam fakt użycia tego typu sprzętu dyskwalifikuje nadzór jako ludzi, którzy decydują, kogo posyłać do pracy. Prace na wysokości i prace w wykopach na polskich budowach stanowią śmiertelne zagrożenie przy tego typu podchodzeniu nadzoru do swoich obowiązków – zaakcentował główny inspektor pracy.
|
|
| Wiadomości | Prewencja | Okręgowe Inspektoraty Pracy | Informacje dla pracowników obcokrajowców | Kontakt | Linki | BIP | Strona zoptymalizowana do IE 8.0 | © Państwowa Inspekcja Pracy 2010 |